Wyszedl ode mnie o jedenastej, przerazony ta pozna pora. Siedzielismy przy oknie. Mariola odsunela zaslone i wyjrzala na ulice. Spojrzalem i ja. Przed Lajkonikiem stal skuter. Ministrowa albo zona premiera. Zabraklo mi odwagi. Poszedlem do niej nastepnego dnia. Nie odpowiedzial mi. Stanal przy oknie i mazal cos palcem po niezbyt czystej szybie. Sama nalalam herbate. Tymczasem przyszedl grudzieñ. Kocham szare grudniowe poranki, pierwsze przymrozki, zalosne drzewa bez lisci.
|
|
||||||
Kupie meble pokojowe w Libiazie
Kupie meble pokojowe w cenie 1100zł. dąb maja być Standardowe.
Oferty meble pokojowe prose wysylac na MÄ…kolski@wp.pl Tematyka: szafy i zabudowy meble apteczne meble artystyczne
| |||||||
|
|
|||||||
|
- Nic nie szkodzi, zaczekam.
Z tylu, od strony kuchni, padal blask lampy. Dopiero teraz, w tym polcieniu Ksienia poznala Gejzanowskiego. Z miejsca zakrzatnela sie.
- A, to panycz! Prosze wejsc. Niech panycz zaczeka. Zaraz zaswiece.
Wszedl za nia do srodka, a Ksienia truchcikiem pobiegla do kuchni. Wrocila z lampa.
- Tedy, o niech tedy panycz idzie, tu sobie w pokoju panycz zaczeka. Ksiedza proboszcza tylko patrzyc...
W pierwszej chwili Seweryn nie dostrzegl Michasia. Dopiero, kiedy Ksienia wysunela sie na srodek i swiatlo lampy ogarnelo caly pokoj, zobaczyl chlopca stojacego pod sciana przy oknie.
Tymczasem Ksienia, postawiwszy lampe na stole, dyskretnie sie wycofala. Seweryn poczul sie troche nieswojo. Stal w plaszczu, z czapka w reku, udawal, ze rozglada sie po pokoju, w rzeczywistosci jednak niczego nie widzial, ciagle bowiem czul na sobie uwazny i nieufny wzrok chlopca. "Czegoz on mi sie tak przyglada, ten smarkacz?" - pomyslal ze zloscia.
Nagle zwrocil sie w tamta strone i udal zdziwienie. Tu z poczatku dzialo sie cos podobnego. Mala gwiazdka rozszerzala sie, wypierala mrok, a gdy dla swego promiennego przepychu nie znajdowala juz miejsca - rozstepowala sie jak woda nasycona swiatlem i nagle zmacona ostrym podmuchem. Wtedy pomiedzy zlocistymi kolami ukazywaly sie biale golebie...
Od domu Nawrockiego dzielilo Anne kilkadziesiat zaledwie krokow. Dopiero teraz spostrzegla, ze swiatlo nabralo silniejszego blasku: zawieszone nisko ponad ziemia, jak slup ognisty plonelo w ciemnosciach. Znowu zatrzymala sie. Tym razem uczynila to machinalnie, nie zdajac sobie sprawy dlaczego. "Przeciez chce, zeby to wszystko predko sie skonczylo - myslala. - Dlaczego wiec zwlekam?"
Jednak nie ruszala sie. Stala nadsluchujac. Nagle wydalo sie jej, ze ktos zbliza sie od strony lak. Wyraznie slyszala kroki. Przytuliwszy sie do plotu wstrzymala oddech. Ale choc szybko zorientowala sie , ze to krople mgly skapuja z drzew, przez dluzsza chwile jeszcze pozostawala pod wrazeniem bliskosci jakiegos czlowieka. Czula owa bliskosc calym cialem, kazdym wloknem nerwow i w pewnym momencie swiadomosc ta nienasycona w swej zachlannosci stala sie tak straszliwa meczarnia, iz w ostatnim zaledwie momencie zdazyla zapanowac nad pragnieniem zawolania. Przygryzla wargi. I dopiero, gdy bol doszedl do jej swiadomosci, zdala sobie sprawe, ze chciala krzyknac: Pawle! "Zaczynam majaczyc..." - przemknelo jej przez glowe.
Szybko zwrocila sie w kierunku swiatla. Juz nie wybierala dogodniejszej drogi, szla byle predzej, grzaskie bloto chlupalo pod nogami.
|
|||||||